Anioł Krakowski

Być przyczyną twoich bezpiecznych ciepłych wspomnień, do ktorych będziesz wracać - na tym zależy mi przed wszystkim innym.

Zostałem posłany na krakowską ziemię w celu szerzenia radości wśród śmiertelników poprzez dzielenie się dobrym słowem, chwilą zapomnienia, drobnymi niewinnymi psikusami i konwersacją.

Anioł Krakowski to street art performance w stylu żywej rzeźby przedstawiający postać anioła. Pierwszy raz na krakowskim Rynku Głownym pojawił się 13 Lipca 2011 roku.
Jego występy odbywają się w każdy weekend przed Bazyliką Mariacką w Krakowie.
Podejdź, zapytaj o „dobre słowo” i pozwol by magia spotkania was pociągnęła.

Usiądź wygodnie i wczytaj się w parę szczegolnych małych baśni ktore mi się przytrafiły. Mam nadzieję, że przeniosą Cię tam gdzie pasą się obłoki.

-No idź do niego. Zobacz jaki jest fajny, jakie ma skrzydła, w ogóle jak się błyszczy i mieni kolorami. O! zobacz – daje jakieś karteczki. No weź idź do niego, proszę Cię. Czego się boisz? przecież nic Ci nie zrobi. No dobra! to ja idę!

______________________________________________
Często rodzice chcą oglądać świat oczami swoich dzieci, przeżywać to co już im „nie wypada” ale mogą bo mają dzieci. Znowu mogą chodzić do kina na filmy animowane, na teatrzyki o baśniach i legendach, czy uczestniczyć w innych aktywnościach przewidzianych dla dzieci. Ale co zrobić kiedy dziecko nie chce? ale Ty tak bardzo, bardzo chcesz..?
Często mi się zdarza taka właśnie sytuacja, kiedy rodzicom zależy o wiele bardziej na podejściu do mnie niż dziecku i namawiają i proszą, i obiecują w zamian lody, i cali się już skręcają aż w końcu coś w nich puszcza i decydują się na samodzielną interakcję ze mnę.
To jest jedna z tych rzeczy, które uwielbiam podczas pełnienia mojej anielskiej służby, to budzenie u moich dorosłych gości (a czasem nawet i bardzo dorosłych..) ich wewnętrznych dzieci. Wiesz o czym mówię. Ty też je masz, to tkwiące w Tobie dziecko, tą niewinność, ufność, czasem i naiwność, pragnienie by móc się powygłupiać nie patrząc na to co sobie ktoś o Tobie pomyśli, bycie autentycznym, pragnienie przeżycia przygody, oglądania świata świeżym spojrzeniem.
Czy ludzie w ogóle dorastają? czy tylko obudowują się ścianami zachowawczości, nieufności, czasem cynizmu, wymaganiami starszych i społeczeństwa? trudno się temu dziwić, w końcu życie z całym swoim kolorytem wymusza obudowanie się tymi ścianami by chronić w człowieku to co najcenniejsze, to co jest dla niego najdroższe. Rozumiem to. Tylko pamiętaj by wstawić drzwi.
Twoje wewnętrzne dziecko szczelnie zamknięte w sześcianie cynizmu, powagi, schematycznego przeżywania życia, narzuconych oczekiwań, nieufności, dystansowania się, patologicznych ambicji, pogoni za bytem, w końcu skarłowacieje, odrętwieje, udusi się, zapadnie w śpiączkę, z której być może już nigdy się nie wybudzi. Ludzie nie dlatego przestają się bawić bo się starzeją, lecz starzeją się bo przestają się bawić.
Problemy zawsze znajdą Cię same, chwile szczęścia i radości musisz odnaleźć samodzielnie. Ale to wcale nie takie trudne, wystarczy otworzyć te drzwi i wypuścić z tego sarkofagu swoje wewnętrzne dziecko i pozwolić by zrobiło całą resztę, dokładnie tak samo jak wtedy kiedy jeszcze nie musiałeś się obudowywać.
Dziękuję Wam, że tak wielu z Was otwiera te drzwi właśnie przede mną.

Jeżeli w twoim życiu jest osoba (poza mną), przed którą możesz puścić w samopas swoje wewnętrzne dziecko, to szanuj ją i nie pozwól jej odejść.

Jak się okazuje, poprawna identyfikacja mojej postaci nie jest dla wszystkich taka oczywista. Przez prawie dziewięć lat pełnienia anielskiej służby, do której zostałem posłany, wielu moich gości jak i zwykłych przechodniów potrafi rozpoznać we mnie najróżniejsze kształty. Z repertuaru chybionych identyfikacji najczęściej pojawiają się takie pozycje, jak „orzeł”, „ptak”, „wróżka”. Rzadziej ale jednak udaje mi się usłyszeć „ważka”, „motyl”. Do najoryginalniejszych z dziedziny owadologii z całą pewnością należy zaszczytny tytuł „króla komarów”.

Zdarzają się też takie hity, na które nigdy bym nie wpadł, należą do nich takie jednorazowe wezwania jak „Piotruś Pan”, „latający biskup” a raz nawet udało się komuś we mnie rozpoznać… Jana Pawła II. Nie pytaj, nie wiem.

Raz mały chłopiec widząc mnie wpadł w podziw i zawołał do swojej mamy „Mamo! spójrz! – Lucyferus!” Cóż.. miałem dość ambiwalentne odczucia, bo w końcu „Lucyferus” brzmi poważniej niż po prostu „aniołek”, jednak z drugiej strony nie jestem przekonany czy chciałbym być identyfikowany akurat z tym księciem anielskim…
Niektóre skojarzenia mnie drażnią, do innych przywykłem, niektóre niezmiernie bawią. Z tej ostatniej kategorii utkwiły mi w pamięci pewien przypadek.
Ze trzy lata temu przyszedł do mnie chłopczyk, lat 4-6. Od pierwszego wejrzenia był żywo zaintrygowany moją anielską osobą, co nie omieszkał wyrażać energicznie całym swoim ciałem i żądaniem „pieniążka” od rodziców. Rodzice bez wahania przystali na jego prośbę widząc, że dla jego dziecięcego świata sprawa spotkania ze mną jest ważna, priorytetowa. Ledwo „pieniążek” znalazł się w jego małej dłoni, nóżki wystartowały w moją stronę wręcz w kreskówkowym stylu i dźwięk rzuconej z dużą siłą monety dobiegł z mojego dzbanka z małym echem.
Jego buzia miała na sobie wszelkie emocje jakie dziecko może mieć w tym wieku: ciekawość, zaintrygowanie, poruszenie, radość, oczekiwanie na to co dalej nastąpi, wszystko w wielkim uśmiechu obnażającym dwa rzędy mleczaków z widocznymi przerwami między każdym z ząbków i w wielkich, czarnych błyszczących oczach, w których odbijały się wszystkie nadzieje małego serduszka na wielką małą przygodę. Całe jego małe ciałko falowało w podskokach z nadmiaru energii i dziecięcego podniecenia.
Pobawiliśmy się chwilkę, wybrałem dla niego karteczkę z odpowiednią wiadomością, którą podałem mu w znany wam zabawowy sposób. Chłopczyk nie śmiał się w głos, a kiedy w końcu pochwycił swoją zdobycz zawył w zachwycie nad swoim dokonaniem. Do zdjęcia nie trzeba było go namawiać. Wskoczył jednym skokiem na mój postument, obrócił się do Taty, a Mama z rodzeństwem bejbi podbiegła by również być częścią tej szczególnej chwili, która właśnie miała zostać uwieczniona i przechowana na później. Po zrobieniu zdjęcia, chłopczyk obrócił się do mnie, objął mnie za nogi, mocno przytulił, podziękował. Zeskoczył z postumentu, pobiegł za rodzicami.
Ja stałem jeszcze, poruszony do głębi tym spotkaniem i czym ono w tym chłopczyku się stało. Machałem tej rodzince kiedy już odeszli na parę kroków. Wtedy chłopczyk obrócił się i ile sił w płucach miał wykrzyczał:
„DO WIDZENIA WIELKA WŁOCHATA LATAJĄCA MAŁPO!”
Zamurowało mnie. Jednak po pierwszym szoku, pomyślałem sam do siebie „hej, jeżeli przeżył coś bardzo widocznie ważnego w swoim młodziutkim życiu i chciał bym był tego częścią, to nie przeszkadza mi to i mogę dla niego być Wielką Włochatą Latającą Małpą”.

Pewnie skojarzył mnie z latającymi małpami z orszaku złej wiedźmy z filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz” (1939). Być kojarzony z takim filmem.. cóż, czy mógłbym się na coś takiego gniewać?

I Ty możesz zostać aniołem. Skrzydła nie będą Ci do tego potrzebne. Prawda, fajnie wyglądają i dodają majestatu, ale szczerze mówiąc są mało praktyczne i zdziebko przeszkadzają w aktywnym prowadzeniu misji anielskiej, no może poza tą jaką prowadzę na Rynku w Krakowie. Chociaż przy nawet małym wietrze targa mą Anielską Osobą jak szmacianą lalką. Wracając – skrzydła są fajnym dodatkiem kiedy już aniołem się zostało.
Jak się zostaje aniołem? cóż, można zostać nim przez bycie stworzonym jako taki – jak ja – lub można podążać za tęsknotą serducha by zwyczajnie być dobrym. Podążać za nią i działać kiedy nadarzy się okazja.
Jak zostać aniołem? #1
Weź w opiekę kogoś kto sam nie może się obronić. Przykład anegdotyczny:
W mojej ludzkiej formie, (a mam taką by na co dzień nie budzić sensacji a także by nie oswajać ludzi z niezwykłością przez co stałaby się banalna) w moim ludzkim mieszkaniu, na moim ludzkim ukwieconym balkonie posiadam całkiem ptasi karmnik. Cóż, skrzydlaci muszą trzymać się razem. Mam słabość do wszelkiego pierzastego latającego życia i nic na to nie poradzę. Do tego karmnika regularnie zaglądają różni opierzeni przyjaciele: klan Wróblów Mazurków, familie Sikorek Bogatek, Modraszek i Sosnówek, zaprzyjaźnione małżeństwo Kosów i parę Szpaczków. Czasem jakaś Kawka wpadnie z ciekawską wizytą, ale raczej to co serwuje nie podpada pod jej wysublimowane gusta. Od kilkunastu dni odwiedzał mnie natomiast pewien ancymon, a dokładnie gołąb. Co w nim było takiego niespotykanego, że o nim wspominam? otóż jest chory. Na połowie główki miał wielkiego strupa, który pokrywał także i jego oczko. Szczerze? nie przepadam za gołębiami gdyż depczą mi kwiaty w donicach, dlatego dokarmiam je w specjalnie wybranym miejscu by nie zaglądały do mojego karmnika. Jednak ten rozczulił moją Anielską Osobę. Sobie myślę: panuje epidemia, ludzkie osoby dostają postojowe, ten gołąb jest ewidentnie chory, więc spełnia kryteria by dostać postojowe ode mnie. Zwłaszcza, że obserwując jak radzi sobie w stadzie, zauważyłem, że z tym jednym oczkiem zanim namierzy ziarenko by je wszamać, trzy inne pełnosprawne gołębie zabiorą mu je sprzed dzioba. Wpuściłem go więc do karmnika (bo jest na zasuwkę, by mniejsze ptaki dały radę wejść, a większe jak gołębie właśnie, nie).
Z początku wcinał śmiało słonecznik, pestki dyni oraz orzechy laskowe. Odwiedzał mnie codziennie o tej samej porze. Jednak z czasem przestawał jeść z początkowym apetytem, wchodził do karmnika i po prostu siedział w nim kilka godzin, odpoczywając, od czasu do czasu coś skubnąwszy.
Nie zrozumcie mnie źle, ja się na cielesnych chorobach jakichkolwiek nie znam absolutnie wcale. Myślałem, że nieszczęśnik stracił oczko, a ten strup to zwykły proces regeneracyjny. Jednak kiedy zaczął pojawiać się na zdrowej części główki i zaczął majstrować koło drugiego oczka, zorientowałem się, że jest to jakaś inwazyjna sprawa. Zacząłem więc szukać dla niego pomocy. Znalazłem organizację non-profit zajmującą się strikte pomocą gołębi, jednak znajduje się ona w… Częstochowie. Mimo wszystko zapytałem czy to normalne co z moim gołębiem się dzieje, czy samo przejdzie i czy zna kogoś kto mógłby mu pomóc z okolic Krakowa. Okazało się, że sprawa jest poważna, bo owy strup to pasożyt rzęsistek. Wyjątkowo paskudny gnojek, który nieeliminowany doprowadzi do bolesnego i długotrwałego procesu umierania mojego skrzydlatego kumpla. Skontaktował mnie z pewną Panią z okolic Krakowa (pozdrawiam Panią Igę). Pani zgodziła się pomóc. Kiedy tylko ustaliliśmy miejsce spotkania, mój pierzasty kolega stwierdził, że czas się pożegnać na dziś i zebrał się do lotu. Oczko miał już tak zarośnięte, że źle wykręcił, poślizgnął się i spadł do wewnętrznej części balkonu. Ufff.. udało mi się go schwytać i wsadzić do przygotowanego pudełka. Mówię do niego „kumplu, wiem że się boisz, nie wiesz co się dzieje i pewnie nigdy więcej mi nie zaufasz, ale poniosę tą cenę bylebyś tylko był zdrowy”. Ruszyliśmy komunikacją miejską w drogę po jego zdrowie.
Pan spec mówi, że na 90% z tego wyjdzie.
Chcesz być aniołem? pomagaj tym, którzy sami nie mogą sobie pomóc. Jeżeli nie potrafisz sam nieść odpowiedniej pomocy, która wymaga specjalistycznej wiedzy, poszukaj tych którzy takową mają. I wspieraj ich, także finansowo. To żaden wstyd, że nie wiesz i nie potrafisz wszystkiego. Aniołowie lubią pomagać razem. Ciężko jest być aniołem w pojedynkę.
Był ciepły letni dzień. Nie było upału, przez niebo mknęły białe obłoczki co jakiś czas zakrywające słońce. Powietrze przecinał lekki, przyjemny i rześki zefirek. Unosił się zapach kombinacji kwiatów i świeżości. Słowem, idealny letni dzień. Była dobra energia, ludzie byli szczęśliwi, pogodni, wypoczywali. Życie Rynku toczyło się rozkosznie leniwie.
Będąc oczarowany dniem, utkwiłem oczy gdzieś w nieokreślonej przestrzeni, gdzieś „w patosie” i rozmyślałem o rzeczach minionych. Było mi dobrze, czułem ruch powietrza dookoła głowy i było mi dobrze.
Sielanka.
Nagle, z okolic fontanny sąsiadującej z sukiennicami, dało się słyszeć okrzyk „WWWOOOOOOOOOOOO!!!”, wszystkie gołębie na płycie rynku gwałtownie wzbiły się w powietrze tworząc ciemną chmurę wirującą nad całym Rynkiem. I wtedy go ujrzałem. Mały chłopczyk, 4-6 lat, biegnie ile sił w nogach, za nim jego rodzice. Podbiega do mnie, oczka świecą mu się jak gwiazdki, naprężył się jak struna i trwając uniesieniu wydał ożywiony okrzyk podziwu, zachwytu i ekscytacji:
„NAJWIENKSY GOŁOMP!!!!!!!!!!”
Nie wytrzymałem. Jego dziecięcy rozczulający zachwyt wypisany w całym jego małym wibrującym z przejęcia ciałku a zwłaszcza na pyzatej piegowatej buzi i w oczkach ogromnych jak pięciozłotówki, całkowicie mnie rozwalił. A kiedy dotarł do mnie sens jego okrzyku, parsknąłem ze śmiechu i nie potrafiłem się od niego powstrzymać.
Rodzice wytłumaczyli mi, że maluch bardzo ale to bardo lubi gołębie i przez cały dzień szukał po Krakowie największego gołębia i kiedy mnie zobaczył, od razu mnie z nim pokojarzył.
Bardzo trudno jest mnie wyprowadzić „z roli”, niejeden próbował mnie rozśmieszyć, wystraszyć, zdenerwować bym się poruszył, zmienił wyraz twarzy, lub chociaż mrugnął. Nikomu, kto z premedytacją się tego podjął, nie udało się. Tylko temu maluchowi, którego szczery spontaniczny zachwyt nie pozwolił mi pozostać obojętnym.
To jedno z cieplejszych wspomnień z pełnienia mojej Anielskiej misji posiadam. Zawsze mnie rozczula i grzeje serce. Zupełnie jak tamten idealny letni dzień z rześkim pachnącym powietrzem.
Dla Niego mogę być „Najwienksym Gołembiem”, moje ego czy duma na tym nie ucierpią. Przeciwnie, cieszę się, że na długo pozostanę w jego pamięci jako jedne z szczególnych, silniejszych wspomnień i emocji. A on w mojej. Jeżeli cokolwiek cennego jest na tym świecie, to między innymi chyba właśnie to – pozostać zapamiętanym.

A poniżej to już wasze ciepłe słowa o naszym spotkaniu, naszej małej bajce. Do nich z kolei ja wracam gdy szukam chwili wytchnienia dla siebie.

Aniele, nawet nie wiesz jak dobrze zrobiłeś odradzając mi różową karteczkę. Niebieska okazała się strzałem w dziesiątkę! Ps. Mój dzisiejszy foch był dla żartów, łapanie karteczki było zabawne hah. Pozdrawiam serdecznie!

Paula M.

Dziś miałem z Synkiem i Zonka okazje poznać Anioła. Dostałem karteczke z pewna informacją… pewnie nie uwierzycie ludziska ale widząc sie pierwszy raz na oczy karteczka ze slowami w 100% dotyczy tego co sie dzieje na chwile obecna w moim życiu… Przypadek ? Jasnowidz ? Wrozbita ? Nie wiem ale jest to niesamowite. Pozdrawiam 
Sebastian K.

w Krakowie bywam rzadko, a tych słów chcę więcej i więcej 🙂 pozdrawiam, dbaj o skrzydła Aniele.
Aneta W.

Super gość i wielki talent dał nam chwilę której nie zapomnimy☺ wyjatkowy pobyt w Krakowie dzieki Aniołowi. Dziekujemy 👍
Paulina S-J

Byłem i widziałem i zulwika przybiłem:)
Adam O

Cały niepowtarzalny urok Krakowa to właśnie Uliczni Artyści.. Bez Was, Kraków byłby tylko jednym z wielu miast na mapie Polski. Dzieki Wam, ma tą niepowtarzalną, magiczna atmosferę, która powoduje, że za Krakowem się tęskni.. Bez Was to już nie to samo..
Jola P

Pięknie 😍 Szkoda tylko , że tworzone są takie trudnosci Waszej Anielskości w tej misji. Niektórzy nie rozumieją że nie tylko zabytki, ale i takie Anioły ( a może nawet zwłaszcza ) robią klimat Krakowa . Pozdrawiam Cię Aniele i mam nadzieję spotkać Cię w lecie w tym miejscu. Oby tylko nie było za gorąco. Paaa. 👋❤❤❤❤😍😍😍😍
Gabriela P

Dla mnie jesteś prawdziwym Aniołem 😘😍

Dla naszej rodziny będziesz zawsze Aniołem. Dalej wskazuj drogę 🙂♥️👍

Agnieszka G-F

Dziekuje za spotkanie. Byłam w ostatnią niedzielę na rynku z dwoma przyjaciółkami i spotkalysny Ciebie:) takie trzy roztrzepane księżniczki zmartwiony życiem, dałeś nam trzy ważne rady które idealnie pasowały do tego z czym się zmagamy obecnie.
Wiesz jak Cię nazwałam jak Cię zobaczylysmy na rynku- że idziemy zrobić fotkę z upadłym aniolem- za co przepraszam. Okazało się że spotkanie z Tobą było ważne dla każdej z nas o czym rozmawiałyśmy potem długo. Nie jesteś „tylko staczem” do wykorzystywania przez turystów. Jesteś wazna osoba w życiu rynku Krakowskiego i jednocześnie w życiu wielu ludzi:) u nas dzięki Tobie pojawił się uśmiech a cała nasza trójka znajduje się w dość nietypowej i trudnej sytuacji. A dzięki spotkaniu z Tobą ten dzień był inny.
Niuta P

Dobrą robotę robisz Krakowski Aniele… Ludzie choć na chwilę zapominają o biegnącym świecie. Pierwsze co robię jak wpadam do Krakowa to zerkam na rynku czy Anioł aby stoi na swoim miejscu 😊
Aleksandra R

Scroll to Top